Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dodatki. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Gramy w zielone czyli jarmużowe chipsy light :-)



Lubisz chipsy? Ja lubię. Ale nie jem - bo tuczą i mają dużo niedobrego tłuszczu.
Ale pochrupałabym coś czasem....

Znalazłam gdzieś przepis na chipsy light, a konkretnie znalazłam je na "Jadłonomii"


Składniki:


  • Torebka jarmużu z Biedronki
  • przyprawy jakie lubimy (u nas papryka ostra, słodka i sól z przyprawą włoską - tu przegieliśmy i wyszło za słone)
  • olej rzepakowy
  • papier pergaminowy na 2 blachy


  1. Jarmuż myjemy i koniecznie dobrze suszymy 
  2. Obtaczamy w oleju z przyprawami lub kropimy olejem i obsypujemy przyprawami
  3. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 150 stopni przez jakieś 4-6 minut - ważne, żeby liście nie zbrązowiały, bo robią się po prostu gorzkie.
  4. Studzimy na kratce, jeśli mamy za dużo oleju odsączamy na ręczniku papierowym
  5. Chrupiemy






środa, 11 listopada 2015

Dynia makaronowa - oryginalna i zdrowa

Kiedy usłyszałam o dynii, która po upieczeniu  zamienia się w makaron nie bardzo umiałam sobie zwizualizować to cudo, ale postawnowiłam, że przy pierwszej nadarzającej się okazji kupię taki egzemplarz i będę testować.
Kupiłam:



Super sprawa. Makaron, zdrowy, lekki i bezglutenowy, jeśli akurat z glutenem komuś nie po drodze.
Z czym się to je?
Ano z czym się lubi.
Ja swoją zjadłam z pesto organicznym przywiezionym kilka tygodni temu z Włoch, z odrobiną parmezanu i świeżo zmielonym pieprzem.
Ale można jeść ze wszystkim, z czym normalnie jadamy makaron.

Przyrządzenie:

Dynię przekrawamy wzdłuż, przykrywamy folią i pieczemy w 200-220 stopniach, 1-1,5h.
Po upieczeniu widelcemu prowadząc go "wszerz" dynii, wydłubujemy sobie nitki "makaronu". Jemy od razu cieplutkie.

Hmmm... z racji tego "jemy od razu" nie posiadam swoim zdjęć gotowej dynii, dlatego będę posiłkować się zdjęciem ze strony vegepack.pl



sobota, 3 stycznia 2015

Pack Choi duszona z imbirem, sezamem i jasnym sosem sojowym.

Kiedy na stoisku z warzywami zobaczyłam Pack Choi jeszcze nie wiedziałam co to jest i czy będzie mi smakować - ale postanowiłam zaryzykować. W końcu poznawanie nowych smaków to czysta frajda, czyż nie?
Wkładając do koszyka trzy małe, śmieszne, zielone kapustko-sałatki, kątem oka zobaczyłam, że jakaś kobieta patrzy na to z mieszanką zafascynowania i ciekawości, a w oczach ma dwa pytajniki i czekałam już tylko na identyczne pytanie, jakie usłyszałam kiedyś przy okazji kupowania fenkułu - "ojej, a co Pani z tego robi?"....

Cóż, fenkuł już nie jest dla mnie zagadką, a niewielkie azjatyckie kapustki, owszem tak. 
Przezornie zatem szybko powzięłam jak najdłuższe kroki w stronę kasy a dalej do domu, żeby Wujek Google opowiedział mi do czego się toto używa i z czym toto się je.
No to tak: poczytałam, pomyślałam i przygotowałam.

Wyszło? Lekko orientalnie, zaskakująco i ciekawie. Czy pack choi jest smaczna? Trzeba sprawdzić - mi smakuje :-)

Składniki


  • 3 sztuki pack choi
  • 2 łyżki wody
  • 1 łyżka jasnego cukru trzcinowego
  • 1 łyżka sezamu ( u mnie mix sezam + siemię lniane)
  • jasny sos sojowy do smaku - około 2 łyżki
  • łyżka tartego świeżego imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • olej

1. Pack choi - myjemy, odcinamy końce, kroimy na szerokie paski w poprzek
2. Rozgrzewamy woka, na niewielkiej ilości oleju krótko smażymy imbir i czosnek
3. Dodajemy kapustę, przesmażamy, czekamy aż liście zmiękną
4. Dodajemy wodę i cukier trzcinowy, dusimy kilka minut pod przykryciem
5. Dodajemy sos sojowy i sezam


Gotowe!









środa, 27 sierpnia 2014

Zakwas z buraków - 3 razy BARDZO!

Bardzo zdrowe
Bardzo proste
Bardzo smaczne

rozwinę w zasadzie wątek pierwszy i drugi, trzeci pozostawię do oceny organoletpycznej własnej :-)


Właściwości te już zbadane to z pewnością:

- oczyszczanie organizmu np ze złogów złego cholesterolu
- poprawa funkcjonowania wątroby
- uderzeniowa dawka witaminy C - tak ważna w sezonie przeziębień i zachorowań na grypę
Niektórzy wzmiankują też o profilaktyce nowotworej - czyli jakoby burak miał być znakomitą tarczą chroniącą przed zachorowaniem na wiele rodzajów raka.
Jeśli dodamy do tego, że w zakwasie uczestniczy czynnie czosnek - to już chyba nie ma sensu nikogo przekonywać, że jest to zdrowe :-)

Proste, bo przygotowanie to kilkanaście minut poświęconych na obieranie czosnku i buraków, resztę natura robi sama przez około 6-7 dni.

Ja swój zakwas piję, dodaję również do gotowania barszczu czerwonego.

Przepis numer 1

  • 1 kg buraków
  • ok 1,5 litra gorącej wody
  • 1 łyżka soli - ja daję kamienną
  • 2 liście laurowe małe
  • 3-4 ziarenka ziela angielskiego
  • 5-6 ząbków czosnku pokrojonych dość grubo
  • skórka dobrego chleba razowego (chleb z polepszaczami spowoduje pokazanie się pleśni)
1. Buraki myjemy, obieramy, kroimy na plastry
2. Czosnek - j.w., no może bez mycia :-)
3. Zagotowujemy wodę z solą
4. Buraczane plastry i czosnek zalewamy gorącą osoloną wodą w dużym słoju lub kamionkowym naczyniu/beczułce
5. Dodajemy przyprawy, skórkę, chleba, odstawiamy w ciepłe miejsce, przykryte gazą lub ściereczką lnianą.
6. Skórkę chleba wyciągamy po około 24 godzinach
7. Całość zlewamy do butelek i wstawiamy do lodówki po około 6 dniach.

UWAGI:



  • Zakwas mieszamy codziennie delikatnie czystą drewnianą łyżką
  • Kiedy pojawi się piana - ściągamy ją.
  • Jeśli pojawi się pleśń - zakwas jest do wyrzucenia

Przepis numer 2 z selerem - 


przepis, który mam od mamy, po zrobieniu i degustacji będzie wprowadzony i porównany z przepisem numer 1.


Praktycznie identyczny, tylko nie dodajemy skórki chleba a 1 obrany i pokrojony nieduży seler.
Dalej procedura podobna.
Zakwas dużo łagodniejszy.

niedziela, 4 maja 2014

Paluchy z ciasta francuskiego z pesto

W poszukiwaniu inspiracji na majówkowe grillowanie przeczesałam sporo gazet (bardzo obfitych tego roku w informacje na temat tego jak grillować, jak zdrowo grillować etc.), ale strzałem "w 10" jak zwykle okazała się biedronkowa "Kropka".
No to trochę pogotowałam z "Kropką" pod pachą i wyszło ...hmmm....pysznie :-)
W tym przepisie oryginalnie jest pesto, myślę sobie jednak, że różne ciekawe sosy, w różnych smakach mogą być ciekawym dodatkiem.
Paluchy są świetne do sałatek, do piwa, jako mała przekąska czy dodatek do zup.


Składniki:


  • 1 opakowanie ciasta francuskiego
  • kilka łyżek pesto klasycznego
  • Gruba sól
  • Pieprz
  • 1 jajko
1. Ciasto smarujemy pesto. Kroimy na kilkanaście pasków około 3 cm (wzdłuż krótszego boku)
2. Zwijamy takie paski w świderki i układamy na blasze wyłożonej pergaminem.
3. Świderki smarujemy jajkiem, posypujemy solą i pieprzem
4. Pieczemy około 15 minut w temperaturze około 220 stopni.

Wydawało mi się że mocno zrumieniłam swoje paluchu, ale były pyszne.



piątek, 29 listopada 2013

Czosnek z rozmarynem i mielonym pieprzem w oliwie z oliwek

Kiedyś już robiłam sobie oliwę smakową, a konkretnie czosnkową i postanowiłam do niej wrócić. W końcu wielkimi krokami nadchodzi sezon przeziębień - im więcej czosnku tym lepiej :-)



Składniki:

  • 1 główka czosnku - obranego oczywiście
  • niecałe 200 ml oliwy z oliwek
  • I spora gałązka świeżego rozmarynu
  • Świeżo zmielony czarny pieprz








Oliwę wlewamy do garnka, dajemy czosnek i wszystko podgrzewamy ale nie zagotowujemy!
Przekładamy ząbki do słoika, zalewamy oliwą, "wmielamy" (co za słowo? :-)) świeży pieprz do słoiczka i dokładamy rozmaryn. Słoiczek zakręcamy. 
Ot - i cała filozofia :-)


środa, 13 listopada 2013

Gramy w zielone, czyli domowe PESTO



Próbowałam już różne pesto, gotowe w słoiczkach, czerwone, zielone, wersje restauracyjne - nieodmiennie jednak zachwyca mnie bazyliowa klasyka z orzeszkami piniowymi.

I robione w domu - to jest najpyszniejsze. Takie pesto na bazie dobrych jakościowo składników, może nie jest ekonomiczne ale jakie smaczne!


Składniki (przepis na około pół szklanki pesto):

  • Bazylia (same liście!)- z jednej gotowej, sklepowej doniczki ziół
  • 20g orzeszków piniowych
  • około 30g startego parmezanu 
  • 1 duży ząbek czosnku
  • około 1/5 szklanki oliwy z oliwek
  • sól, pieprz - do smaku, wg gustu
Umytą i wysuszoną bazylię, obrany czosnek, orzeszki, ser - miksujemy. Później dodajemy oliwę - powoli, takżeby pesto nie wyszło zbyt lejące.
Dodajemy do czego lubimy :-)
Świeżo zrobione pesto, dobrze przechowywane w lodówce wytrzyma około 3 tygodni.



piątek, 11 października 2013

Smalec z jabłkiem i majerankiem

Dąb na parkingu denerwuje kierowców i bombarduje samochody żółędziami, a że stary jest i olbrzymi stać na szczęście będzie, choć wielu złorzeczy kiedy słyszy po każdym powiewie wiatru dźwięczne i metaliczne "puk" "puk"  
Rzeczony dąb stroi się powoli w modne w tym sezonie żółcie (elegant!), w powietrzu czuć coś nieokreślonego - ale zawsze kiedy to czuję - nawet z zamkniętymi oczami powiem: JESIEŃ
Dziś akurat z pogodą za oknem bliżej mi było do wakacyjnego odpoczynku niż jesiennej pracy, no ale.... 
Kiedy temperatura spada, w górę idzie kaloryczność posiłków - tak chyba jest od czasów jaskiniowych i w związku z tym wraz ze zmianą pór roku zmienia się też gust czy też wybór kulinarny.

Jesienią jest również sezon na jabłka i żeby ktoś nie rzucił, ze niezdrowo - voila -  smalczyk z jabłkiem i majerankiem! Czyli Smalczyk z owocem i ziołami! Zdrowiej wygląda? A jak!

Klasyka na stół!

Składniki:
  • 40 dag słoniny
  • 3/4 dużego jabłka
  • 1 nieduża cebula
  • mała garstka majeranku
  • szczypta smoli
  • Świeżo zmielony pieprz
Słoninę kroimy w drobną kosteczkę i wystapiamy w garnku.
Najłatwiej się ją kroimy bardzo ostrym nożem i bardzo schłodzoną.
W czasioe kiedy smalczyk sobie "pyrka" równie drobno kroimy cebulkę, którą dodajemy, keidy słoninka jest już prawie gotowa, ale nie całkowicie złota. Wszystko przyprawiamy solą i pieprzem. Na koniec dodajemy 3/4 jabłka obranego i ztartego na dużych oczkach.
Ostatnią rzeczą jest dodanie aromatycznego majeranku. Ja napisałam, że garstkę, bo ja majeranek uwielbiam, a poza tym jego smak pięknie później komponuje i nie dominuje całego dnia.
Po dodaniu majeranku mieszamy kilka razy i po minucie smalczyk gotowy. Wlewamy go do naczynia, w którym będziemy serwować i chłodzimy.






poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Całkiem domowy CUKIER WANILIOWY

Krótszego przepsu nie znalazłam na dziś :-)

Składniki:

1 laska wanilii
2 szklanki cukru krysztłau


Laskę wanilii rozcinamy, wydrążamy maleńkie ziarenka i wrzucamy do cukru. Pozostałą laskę kroimy i też do cukru wrzucamy. Całość zakręcamy i odstawiamy  na 3-4 tygodnie.

Po tym czasie pachnie aż miło i nie trzeba kupować chemicznej "waniliny" czy czegoś tam .....


niedziela, 17 marca 2013

Chrzan Wielkanocny z jajkiem - moim zdaniem "po tarnowsku" :-)

Chrzan z jajkiem to dla mnie jeden ze smaków wyniesionych z rodzinnego domu, który z przyjemnością odtwarzam co roku we własnej kuchni.
Tak przygotowany, ma zupełnie wyjątkowy kremowy smak, a ostrością zaskakuje dopiero po chwili :-)

Zdjęcie zamieszczę - ale w Święta, kiedy będę już miała przygotowane kilka słoiczków tego przysmaku.


Składniki:



  • 1 słoik chrzanu tartego
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • 3 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka śmietany
Chrzan odsączamy na sitku (zawsze ma sporo wody niestety) przez chwilę, uważając, żeby jednak nie wysuszyć go za bardzo. Białka ścieramy natarce na dużych oczkach. Żółtka ucieramy z cukrem, śmietaną, solą i powstały krem mieszamy z chrzanem. Na koniec dodajemy starte białka i całość delikatnie mieszamy.
Pełnię smaku poczujemy najwcześniej następnego dnia kiedy wszystkie smaki się "przegryzą".

sobota, 16 marca 2013

Konfitura z ... czerwonej cebuli

Marmolady, konfitury, dżemy - dziedzictwo lata zamknięte w słoiczkach. Wspomnienie słońca w szare, deszczowe dni, kiedy wiatr wyje za oknem a liście zamiatają kurz z ulicy. Kolorowe owoce, słodkie, ociekające pysznym, dojrzałym sokiem. A jakby tak z cebuli?
Owszem można i choć przeznaczenie będzie nieco inne,  efekt będzie - wyborny.
Konfiturą nie ozdobimy ciastek do popołudniowej herbatki ale sery na wieczorne rozmowy z winem w tle jak najbardziej :-) . Ja zamierzam również przygotować na nadchodzącą Wielkanoc słoiczek, który będzie dodatkiem do pasztetu własnej roboty rzecz jasna.

Smak - bajkowy - dla tych, którzy lubią wszelkiego rodzaju chutney'e.


Do kulinarnego eksperymentu potrzebne będzie:

  • 1 kg czerwonej cebuli
  • suszony tymianek
  • oliwa z oliwek lub olej rzepakowy
  • 3 łyżki miodu
  • 6 łyżek octu balsamicznego
  • sól, świeżo zmielony czarny pieprz
Rozpoczynamy rzecz jasna od pokrojenia cebuli w pół-piórka. Powoli smażymy na oleju/oliwie aż się zeszkli, następnie nieco zwiększamy ogień do przyrumienienia. W trakcie smażenia dodajemy tymianek, sól i pieprz. Kiedy cebula zmięknie, dodajemy miód i ocet. Gotujemy, aż składniki płynne odparują.





czwartek, 27 września 2012

Ukraiński początek - ADRZYKI

I w ten sposób rozpoczynam blogowanie, na tematy smaczne, o rzeczach pysznych, o tym wszystkim co nazwiemy kuchnią naturalną, poworotem do korzeni czy "slow food'em".
Kierując się zasadą: "jesteś tym co jesz" - myślę sobie, że nie chcę być E-czymś tam, takim czy innym "polepszaczem" bądź jakimś emulgatorem - co brzmi jak obelga....
Wolę być pachnącym słonecznym pomidorem, rozpływającym się w ustach serem ze wsi, pełnym witamin szpinakiem i żeby było wesoło - domową nalewką :-))))

A dlaczego ukraiński początek?
Plan był taki: późnym latem, bądź jesienią odwiedzić Lwów, zajrzeć w kąty pełne historii, posłuchać śpiewnej mowy Polaków, którzy dalej tam żyją i zanucić ze Szczepkiem i Tońciem: "ni ma jak Lwów".
Plany nieco się zmieniły, ale w tym samym czasie, najcudowniejsza niania pod słońcem, rodowita Ukrainka - Rusłana udostępniła mi przepis na wspaniały ukraiński....sos? Ketchup?Dip?

Adrzyki - bo tak się owo cudo nazywa, zachwycają różnoraką paletą smaku i możliwością zastosowań, a robione jesienią, kiedy papryka jest najbardziej pachnąca ( ekonomista powiedziałby: najtańsza) - są po prostu boskie.
Ja osobiście używam go jako sosu do pizzy, dodatku do gotowanych/pieczonych kiełbas i mięs, dla zaostrzenia dań typu leczo itd.....

ADRZYKI
/ilości na 1 porcję tj. ok. 6-7 średniej wielkości słoików/

3 kg czerwonej papryki
5 główek czosnku (to nie pomyłka :-))
4 papryczki chili
5 listków laurowych
60 dag koncentratu pomidorowego
300 ml octu
40 dag cukru 
1 szklanka oleju
Sól - jak ko lubi :-)



Papryki i papryczki oczyszczamy z gniazd nasiennych, czosnek obieramy, a następnie wszystko mielimy w maszynce do mielenia. Dodajemy koncentrat, ocet, cukier, liście laurowe i gotujemy wszystko 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu. Można dodać nieco soli do smaku. Po godzinie dodajemy szklankę oleum (jak mawiał Zagłoba) i gotujemy jeszcze 15 minut mieszając cały czas, aby olej dobrze połączył się za całą resztą. Wlewamy do słoiczków, zakręcamy i już :-)
Właściwego smaku nabierają dopiero po kilku tygodniach (2-3tygodnie) (będzie widać, ponieważ kolor nieco ściemnieje). 
Smacznego!